Wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów

6

W ostatnim czasie można w sieci znaleźć sporo doniesień o podejrzanych przedsądowych wezwaniach do zapłaty lub do złożenia wyjaśnień w sprawie popełnionego przestępstwa naruszenia praw własności intelektualnej, rozsyłanych do abonentów różnych dostawców usług internetowych. Zaniepokojenie adresatów tych pism budzi to, że zawierają szereg ich danych osobowych, tj. imię, nazwisko, nr dowodu osobistego, adres, jaki był podany w umowie o zapewnianie dostępu do Internetu z operatorem i przede wszystkim adres IP łącza internetowego, jaki jest przez nich wykorzystywany. W przypadku pism wysyłanych z „kancelarii zajmującej się prawem własności intelektualnej”, podawana jest także dokładna „data i czas namierzenia” nielegalnego rozpowszechniania utworu autorskiego oraz jednostkowa kwota należnej opłaty licencyjnej za takie rozpowszechnienie.

Ten oraz inne przypadki można uznać za odpowiadające tzw. zjawisku cyber-trollingu, czyli praktyki wymuszania zapłaty za domniemane naruszenie praw autorskich w Internecie. Uznać należy, że biorąc pod uwagę przykłady wyspecjalizowanych w tej wątpliwej co do legalności działalności firm (nie kancelarii prawnych) na zachodzie Europy, zjawisko to będzie się w naszym kraju nasilać. Postaram się pokrótce wyjaśnić dlaczego, w wypadku, gdy wiemy, że ani my ani żadne osoby mające dostęp do naszego komputera z łączem internetowym nie ściągały utworów muzycznych ani filmów za pośrednictwem sieci  Torrent (w praktyce chodzi o popularne torrenty), nie powinniśmy w ogóle przejmować się takimi wezwaniami.

Co powinno zwrócić naszą uwagę ?

Po pierwsze należy zwrócić uwagę na fakt, że wezwania do zapłaty o jakich tutaj mówimy wysyłane są przez przedsiębiorców a nie kancelarie prawne. Warto wiedzieć, że zgodnie z ustawami o radcach prawnych i o adwokaturze, żaden prawnik mający prawo reprezentowania swojego klienta przez sądem nie może działać w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością (co najwyżej w komandytowo-akcyjnej). Wspomniana wyżej „kancelaria” działa w takiej właśnie formie. Oczywiście nie znaczy to, że wezwania do zapłaty nie może wysłać nie-prawnik, jednak pisma budzące tyle obaw u ich adresatów, często wskazują na nieudolne posługiwanie się językiem prawniczym. Dość swobodnie wykorzystuje się w nich pojęcia z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych,  albo specjalnie wykorzystuje się słownictwo jednocześnie specjalistyczne i nieprecyzyjne, chociażby przy opisywaniu jak właściwie dany przedsiębiorca uzyskał dane osobowe abonentów. Smaczkowi całej sprawie bez wątpienia dodaje fakt, że w większości przypadków wezwania do zapłaty dotyczą bezprawnego udostępniania w sieci utworów jakimi są filmy pornograficzne. Założyć można, że jeśli ktoś uzyskał dane osobowe abonentów sieci Internet i miał zamiar wymuszać zapłatę za fikcyjne naruszenie prawa autorskiego, mógł liczyć, że lepszą skuteczność jego zabiegów zapewni przypisywanie komuś ściągania produkcji, którymi zwykle się nie chwalimy. Ponadto warto zwrócić uwagę, że nie jest powszechnie przyjętą praktyką wzywanie do zapłaty z jednoczesny załączaniem blankietu wpłaty, podobnie jak ustalanie z góry wartości naruszenia prawa autorskiego na pewną kwotę, nawet biorąc pod uwagę, że „pokrzywdzony posiadacz majątkowych praw autorskich”, działa w dobrej wierze jak najszybszego załatwienia sporu. Warto bowiem się zastanowić – czy jeżeli wysyłający wezwanie miałby mocne dowody na popełnienie przez nas czynu zabronionego, który wywołał u niego szkodę nie skorzystałby z drogi sądowej w takiej „wygranej” sprawie, gdzie mógłby uzyskać potencjalnie wyższe odszkodowanie ?

Podsumowanie

Abstrahując od kwestii uzyskania przez różnych przedsiębiorców danych ewidentnie wcześniej powierzonych różnych operatorom telekomunikacyjnym, można stwierdzić, że olbrzymią nieodpowiedzialnością byłoby wypłacanie jakiegoś z góry ustalonego odszkodowania za czyny, których nie popełniliśmy i nie mamy przy tym obowiązku nawet wdawać się w dyskusję z wysyłającym te osobliwe wezwania do zapłaty. Nawet jeżeli wzywający spełniłby swoje zapowiedzi i wystąpił na drogę postępowania cywilnego, a tym bardziej karnego, aby osiągnąć swoje cele, musiałby mieć ku temu poważne podstawy. Nie można takimi określić stwierdzenia rozpowszechnienia w sieci BIT Torrent jakiegoś filmiku pornograficznego, uzyskanego za pomocą bliżej nieokreślonej aplikacji. Najlepszym komentarzem do omawianej sprawy niech będzie fakt, że coraz więcej osób, które słusznie twierdzą, że otrzymywanie wezwań sugerujących złamanie przez nich prawa narusza ich dobra osobiste zgłaszają się na Policję, która wszczyna postępowania przeciwko „pokrzywdzonym posiadaczom”. Należy przy tym jednak podkreślić, że w myśl polskich regulacji prawa autorskiego, stanowi nielegalne rozpowszechnianie utworu autorskiego, jego ściągnięcie w formie „torrentu”, ponieważ przy tej czynności dochodzi do jego automatycznego rozprzestrzenienia  w sieci P2P. Szerzej na ten temat pisał już na łamach tego serwisu Marcin Raptis. [FM_form id=”2″]

Udostępnij nas i pomóż nam się rozwijać!

absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wieloletni członek studenckiej organizacji pozarządowej o zasięgu międzynarodowym. Do jego głównych obszarów specjalizacji należą prawo cywilne, gospodarcze i konsumenckie. Posiada czteroletnie doświadczenie zdobyte w trakcie współpracy z dwoma kancelariami prawnymi oraz pracy w sądzie oraz organie administracji publicznej w Poznaniu. Posługuje się językiem angielskim w stopniu bardzo dobrym.